Ponoć słuch jest pierwszym i ostatnim działającym zmysłem człowieka a dzieci rodzą się ze słuchem absolutnym. Dlaczego więc tylu dorosłym „nadepnął słoń na ucho”? Powodów jest mnóstwo a ogólnie mówiąc powody to bodźce, a raczej ich brak lub słaba jakość.

Ale zacznijmy od początku. Dziecko zaczyna słyszeć już w łonie matki, w około 6 miesiącu życia płodowego i oprócz zapachu, to jej głos w pierwszych tygodniach życia jest dla dziecka najważniejszy. Potrafi ono również rozpoznać inne często słyszane głosy jak na przykład głos ojca. Pierwsze bodźce słuchowe są niezmiernie ważne gdyż stymulują błędnik, a ten niebawem przecież odegra ogromną rolę w rozwoju ruchowym dziecka. Ponadto słuch odpowiednio wspierany będzie się rozwijał, jednak jeśli zabraknie w otoczeniu odpowiednich bodźców, możemy zafundować dziecku przysłowiowe „słoniowe ucho”.

Ale nie chodzi tu tylko o to, czy maluch będzie w przyszłości światowej sławy pianistą bądź piosenkarzem pop na miarę Michaela Jacksona. Muzyka daje nam coś więcej. Przede wszystkim wpływa ona na nasz nastrój i podobnie na nastrój dziecka. Dlatego też możemy zauważyć, że niektóre utwory wpływają na nas aktywizująco, dodają nam energii, skrzydeł, podnoszą nastrój. Inne wyraźnie nas uspokajają, wprowadzają w zadumę bądź stan melancholii. Ponadto muzyka służy nam w życiu codziennym do komunikacji. Nasze konwersacje również posiadają własną melodię i w zależności od komunikatu modulujemy dźwięki tak, aby podkreślić ich charakter. Dlatego tak trudno słucha nam się komputerowych sylabowych czytaczy, bo nie ma w tej wypowiedzi całej tej muzyki.

Zarówno Platon jak i Arystoteles wspominali już o zbawiennym działaniu muzyki. Ale bardzo ciekawe wnioski wysunął ze swoich badań Alfred Tomatis, francuski otolaryngolog. Doktor Tomatis badał zależność między słuchem a głosem i w efekcie sformuował metodę treningu słuchu, która miała prowadzić do poprawy artykulacji dżwięku. Tomatis twierdził, że artykulacja jest ściśle związana ze słuchem a ten odpowiednio stymulowany poprzez dostarczanie odpowiednich środków będzie wpływał na jakość głosu. Jako że metoda zakłada stymulowanie ośrodkowego układu nerwowego, pacjent musi być poddany dźwiękom o określonej częstotliwości – często w terapii używano chorałów gregoriańskich jak i muzyki Mozarta, a pozytywne rezultaty są dziś nazywane Efektem Mozarta.

Muzykowanie jest ważne. Dzisiejsze badania pokazują, że muzyka, nie tylko wpływa na nasz nastrój, ale rownież obniża bądź przyspiesza ciśnienie tętnicze, normalizuje bicie serca, wpływa pozytywnie na przemianę materii, czy zmniejsza napięcie mięśniowe. Dlatego zapewniajmy swoim dzieciom właściwe bodźce w postaci wartościowej muzyki. Jak się do tego zabrać? Zapraszam do przeczytania mojego artykułu dotyczącego Domanowego Muzykowania – od czego zacząć.

Print Form