Migać czy nie migać
Oto i pytanie. Czy ucząc bobasy migowego możemy im zaszkodzić?

Dziecko chłonie języki jak gąbka. Podobnie jest z językiem migowym. Znacząca różnica tkwi jednak w tym, że pomimo, iż motoryka małego dziecka nie jest idealna, to jednak zdecydowanie szybciej jest ono w stanie „wymigać” nam o co mu chodzi niż to usłyszymy. Czy jednak znajomość migowego nie ograniczy chęci używania języka mówionego przez dziecko?

Doman twierdzi, że dzieci uwielbiają się uczyć. Zdecydowanie w pierwszym okresie życia dzieci właściwie uczą się nieustannie. Podążając tym tropem, nie ma powodu do zmartwienia, dziecko będzie uczyło się tylu języków ilu będzie potrzebowało. Szkopuł tkwi w motywacji. Im więcej przypadków użycia przedstawimy małemu odkrywcy, tym przydatniejsza będzie umiejętność tak więc nie rezygnujmy z intensywnego konwersowania z dziećmi na rzecz migania w ciszy. Zawsze mówmy. Do tego środowisko naszego bejbika również będzie je stymulowało. Babcia, dziadek, ciocia, wszyscy będą używać języka mówionego.

To po co się tego uczyć?

Po pierwsze dzieci są w stanie komunikować swoje potrzeby zanim nauczą się mówić. Grubo przed pierwszymi urodzinami możemy zacząć otrzymywać komunikaty od naszego dziecka, które są znacznie wyraźniejsze od mimiki twarzy czy znaki które postrzegamy intuicyjnie. Dzięki temu dziecko jest spokojniejsze. Ograniczamy bowiem momenty frustracji kiedy maluch próbuje nam cos przekazać a my nie rozumiemy.

Po drugie wczesna komunikacja z dzieckiem zacieśnia więź między dzieckiem a rodzicem. Rodzice mają poczucie, że rozumieją swoje dziecko, dziecko potrafi przekazać jasne komunikaty.

Po trzecie, jak każdy bodziec, nauka migania rozwija mózg dziecka i ma długofalowe benefity. Miganie pozwala łatwiej przyswajac języki, pomaga w nauce czytania i podnosi inteligencję. Migające dzieci również potrafią składać dłuższe zdania i mają bogatszy zasób słów, jak podaje babysignlanguage.com

Wnioski. Jeśli tylko mamy na to ochotę – migajmy.

Print Form