W moich rękach

O moich motywacjach czyli skąd ten pomysł i dlaczego to robię.

Myśląc o macierzyństwie zawsze pociągała mnie myśl, że jakość życia mojego dziecka będzie w moich rękach. Wiedziałam, że środowisko, jakie mu stworzę będzie moje i tylko moje. Jedyna wątpliwość jaka mnie nachodziła to czy owe środowisko będzie miało realny wpływ na to, jakim człowiekiem będzie moje dziecko jak już dojdzie do takiego wieku, kiedy będzie decydować o sobie samym. Dzisiaj tej wątpliwości już nie mam.

Wszystko jest w moich rękach. Dobre geny już poszły:) Pakiet startowy załadowany. Mamy małego, idealnego, mądrego człowieczka. Tu podlejemy, tam podetniemy … tylko jak tego nie popsuć?

Doman twierdził, że nie ma lepszego nauczyciela od rodzica, najbliższego opiekuna dziecka. Nie ma, bo chociaż inni mogą posiąść najlepsze metody wychowawcze, to rodzic zna swoje dziecko. A dziecko, szczególnie w pierwszych latach życia nie pragnie niczego więcej jak kontaktu z rodzicem. Stąd zespół rodzic – dziecko przyniesie najlepsze efekty.


…parents can do it better than we can do it. Better than Glenn Doman. Better than Katie Doman. Better than Suzy Aisen. Better than Ann Ball. Better than Coralee Thompson.

Glenn Doman

Tak naprawdę odkryłam, że to, co w jakiś automagiczny sposób przekazało mi moje środowisko rodzinne jest bliskie Filozofii Domana. I chodź nie zaczęłam „domanowania” w typowy sposób, od przeczytania tych wszystkich mądrych pozycji które polecam. Nie. Zafascynowana Domanem, rzuciwszy się jak głodny bobas na cyca w wir odkrywania krok po kroku Filozofii Domana odkryłam, że tak naprawdę jest mi ona na tyle bliska, że niewiele więcej muszę nadrobić aby wspomóc rozwój moich maluchów. To, co intuicyjnie robiliśmy dla naszych dzieci okazało się trafne.

Dzisiaj ze spokojem patrzę w przyszłość, nie frasują mnie już więcej kwestie, czy i jaki mam wpływ na to co wyrośnie z moich Rycerzy. I cieszę się, że ich życie jest w moich rękach. Biorę za nie pełną odpowiedzialność. Nie tylko za to co jedzą, gdzie chodzą, czy mają czyste ubrania. Przede wszystkim biorę odpowiedzialność za to jakie bodźce będą ich popychać do przodu. Nie zostawię tego jakże przyjemnego „obowiązku” obcym kobietom i mężczyznom pracującym w placówkach edukacyjnych. Nie nasycę ich wszechobecną edukacyjną niechęcią poprzez porzucenie ich na pastwę bezsensownego systemu.

Dlaczego? Bo chcę, aby moje zaangażowanie w rozwój moich dzieci było pełne. Bo póki są małe wszystko to, na co są wystawione, narażone, jest w moich rękach. I z całą pewnością, odwagą i honorem wybieram, żeby dokładnie tam było.

Print Form