Zawód – rodzic

No dobra. Chcemy tego. Chcemy mieć dziecko. Albo jeszcze lepiej – dzieci. Nie dlatego, że wszyscy inni je mają. Nie dlatego, że kończą nam się tematy z dzieciatymi znajomymi, nieeee. Nie dlatego, że rodzice chcieliby już wnuków, albo, że tak trzeba. Coś się w nas kotłuje i każe nam chcieć, choćbyśmy nawet logicznym rozumem do siebie przemawiali, że chyba raczej nie powinniśmy tak chcieć. Znudziło nam się już siedzenie w czystym M, za dużo jakoś mamy tego czasu dla siebie. To co, wóz albo przewóz.

I tak sobie chcemy, a później się zaczyna. A to ciąża nie spełnia naszych oczekiwań, jakieś takie libido osłabione, a miało być przecież lepiej.. A to dziecko urodzi się i ciągle od nas czegoś chce. No nie da się gada na chwilę odłożyć. A jak przy tym masakruje sutki. Co za ciumak przebrzydły! Nie ma kiedy obiadu ugotować, nie ma kiedy książki przeczytać. Ba! czasem nie ma jak do toalety wyskoczyć. Do tego dziadkowie tak jak chcieli wnuki, tak teraz przychodzą raz na tydzień na pięć minut i masz wrażenie, że jedynie po to, aby rzucać złote rady to tu to tam. Trzeba nam było tak chcieć?

Do tego wpisu zachęcił mnie ostatnio przeczytany wpis jednej z mam, która będąc już w zaawansowanej ciąży, po przeczytaniu wielu postów mam hajnidowych dzieci (high need baby – z ang. dzieci, które potrzebują więcej, polecam post na ten temat tu) z przerażeniem pytała, czy rzeczywiście macierzyństwo to taka harówka. Kochani rodzice bądź przyszli rodzice. Podaję specyfikację zawodu: Rodzic dla tych, kórzy aplikują na tę robotę.

  1. Stanowisko: Rodzic
  2. Zatrudnienie: Cały etat, dożywotnie
  3. Zmiany: Praca w trybie 24 godzinnym
  4. Wynagrodzenie: to, na kogo wyrośnie dziecko
  5. Specyfikacja kandydata: Kandydat na to stanowisko musi być silny. Silny fizycznie, bo się nanosi, ale i psychicznie, bo minie kilka lat nim zdoła dogadać się ze swoim dzieciem. Musi mieć nieprzerwane pokłady cierpliwości i wewnętrzną gotowość porzucenia swojego dotychczasowego życia na rzecz wykonywania prac pielęgnacyjno-edukacyjnych na owym dzieciu. Jako że praca jest w trybie 24 godzinnym, osoba ta musi posiadać umiejętność regenerowania sił w 15 minut oraz do przestawienia dzienno-nocnego i dosypiania kiedy się da. Musi też się pogodzić z tym, że być może nie uda jej się ogarnąć… ani siebie, ani domu, ani innych.

Potem tylko przeżyć pierwsze kilka lat, puścić do szkoły i odhaczać po kolei kolejne etapy buntu aż latorośl się wyprowadzi. Pestka. Czegoś mi tu jednak brakuje…

Niby wiemy, że to będzie wymagający czas. Wiemy też, że czekają nas lata wychowywania potomka, dbamy przecież o to, żeby w zdrowiu i całości doczekał momentu opuszczenia rodzinnego gniazda i przekazał tajemną wiedzę rodzicielską dalej. Czemu jednak nasze oczekiwania nadal są tak błędne. Oto kilka z nich:

  • Oczekujemy, że niemowle da się odłożyć.
  • Oczekujemy, że nowo narodzone dziecko potrafi ssać pierś
  • Oczekujemy, że dziecko jest na tyle nieogarnięte, że prawie wszystkim jest w stanie sobie wyrządzić krzywdę
  • Oczekujemy, że w dniu swoich pierwszych urodzin postawi pierwsze kroki
  • Oczekujemy, że będzie się dobrze uczyć i odniesie sukces w szkole

Tych oczekiwań jest cała masa, nie sposób wypisać ich wszystkich. Niektóre są dyktowane kulturą w jakiej zostaliśmy sami wychowani. Inne to oczekiwania, spełnione bądź nie, jakie nam były postawione. I tak sobie oczekujemy a tu nagle wszystkie nasze oczekiwania padają jak od kul armatnich. Dlaczego tak jest?

Drodzy rodzice, obecni bądź aplikujący. Pozbądźcie się oczekiwań i słuchajcie swojego instynktu. Tak się składa, że niemowle nie rodzi się z instrukcją obsługi a i nas w szkole nie uczą jak wychować dziecko. Niby człowiek w domu podgląda rodziców ale przecież z zupełnie innej perspektywy. Dlatego nie oczekujmy niczego tylko podążajmy za dzieckiem. I to powinno być jedno jedyne wymaganie, jakże ciężko osiągalne w dzisiejszym świecie, które powinnam była umieścić w specyfikacji tego zawodu.

Wszystkich tych, którzy obawiają się, że ich dzieci będą nieznośnie nieodkładalne w pierwszym okresie życia polecam W głębi kontinuum. Z czasem myślę, że pokuszę się o małą recenzję, aby przybliżyć najważniejsze koncepty zawarte w książce. Ważne, że ustawia rodzica w odpowiedniej perspektywie do rodzicielstwa.

Jak zwykle zapraszam do komentowania i kontaktu.

Print Form