Wyjątkowa Mama…

Upłynął już niemalże rok od szkolenia z Doman International, które odbyłam w trybie zdalnym. Podobnie jak książki Domana, szkolenie zmieniło moje życie i sposób patrzenia na mózg i rozwój dzieci.

Moje dzieci są względnie zdrowe. Mówię względnie bo Elvisek ma kilka drobnych szwenksów do naprawienia. Z pewnością wpływają one na jego samopoczucie i zachowanie, ale nie są to poważne sprawy, których bez mojej pomocy by nie przeskoczył. I mimo, iż Metoda Domana zawitała w naszym domu jako metoda wczesnego rozwoju dzieci, tak naprawdę myślę o niej głównie w kontekście wspaniałego narzędzia naprawy uszkodzonego mózgu.

Wracam dzisiaj myślami do szkolenia bo oprócz wielu bardzo przydatnych wiadomości uczestnicy poznają historie dzieci i osób dorosłych, które skorzystały z metody i odnisły sukces. Wszystkie te momenty są niezwykle poruszające. Ale najbardziej zapadł mi w sercu moment, kiedy Douglas Doman czyta pod koniec kursu przecudowną historię napisaną przez Ermę Bombeck The Special Mother (Wyjątkowa Mama). I dzisiaj chciałabym Wam, wszystkim rodzicom dzieci, które mają choćby malusie szwenksy, przedstawić tę historię.


Większość kobiet zostaje matkami przez przypadek, niektóre z wyboru, kilka z powodu presji społecznej i w końcu kilka z przyzwyczajenia.

W tym roku niemalże 100,000 kobiet zostanie matkami niepełnosprawnych dzieci. Czy zastanawiałeś się kiedyś jak wybierane są mamy dla takich dzieci?

W mojej wyobraźni widzę Pana Boga pochylającego się nad ziemią i wybierającego kandydatów na rodziców z wielką troską i rozwagą. Obserwując kandydatów instruuje swoje anioły do trzymania skrupulatnych notatek w swoich księgach.

„Armstorng, Beth; syn. Święty Patron … dajmy jej Gerarda. Żadne bluźnierstwo go nie zaskoczy.” (ed. Św. Gerard Majella potrafił wyjawiać ukryte grzechy niewypowiadane na spowiedzi)

„Forrest, Marjorie; córka. Święty Patron, Cecylia”

„Rutledge, Carrie; bliźniaki. Święty Patron, Mateusz”

W końcu podaje imię kolejnej matki i mówi z uśmiechem: „Damy jej niepełnosprawne dziecko.”

Anioł pyta z zaciekawieniem: „Dlaczego wybrałeś właśnię ją? Jest taka radosna.”

„Właśnie,” uśmiecha się Bóg, „jak mógłbym dać niepełosprawne dziecko kobiecie, która nie zna śmiechu? To by było okrutne.”

„Ale czy ona aby ma wystarczająco dużo cierpliwości?”- pyta anioł.

„Nie chcę, żeby miała zabyt wiele cierpliwości, mogłaby wtedy utonąć w morzu użalania się nad sobą i rozpaczy. Będzie w szoku, ale to minie i świetnie sobie poradzi. Obserwując ją dzisiaj widziałem, że posiada poczucie własnej wartości i niezależności, które są potrzebne każdej matce. Widzisz, dziecko które dostanie będzie miało swój własny świat. Jako matka będzie musiała nauczyć dziecinę życia w swoim świecie, a to nie będzie łatwe.”

„Ale Panie, wydaje mi się, że ona nawet w Ciebie nie wierzy…”

Bóg się uśmiecha – „Nieważne, to da się łatwo naprawić. Ta jest idealna. Ma dokładnie tyle egoizmu w sobie ile potrzebuje.”

„Egoizmu? – czy to jest cnota?” – wzdycha anioł.

Bóg kiwa głową. „Nie przetrwa jeśli od czasu do czasu nie będzie potrafiła oddzielić swojego życia od życia swojego chorego dziecka. Tak, tej kobiecie przypadnie dziecko dalekie od ideału. Od razu tego nie pojmie, ale inni będą jej zazdrościć. Nigdy nie zignoruje żadnego wypowiedzianego słowa. Żaden krok nie ujdzie jej uwadze. Nikt nie będzie bardziej obecny przy swoim dziecku tak jak ona, kiedy będzie pierwszy raz nazywało ją mamą. Dla niej to będzie prawdziwym cudem. Pozwolę jej jasno dojrzeć to, co ja widzę – uprzedzenie, okrucieństwo, ignorancję – i pozwolę jej urosnąć ponad to wszystko. Nigdy nie będzie sama. Będę zawsze u jej boku, każdego dnia, bo to ona będzie wykonywała moją pracę tak dobrze jakbym sam to robił.”

„A jakiego Świętego Patrona jej damy?” – zapytał anioł przygotowany do zapisania danych w księdze.

„Żadnego. Wystarczy lusterko.” odpowiedział Bóg z uśmiechem


Douglas Doman czyta tę krótką historię, napisaną nomen omen przez Ermę, która zasłynęła z rozśmieszania społeczeństwa, z załamanym głosem. Ja również nie mogę przejść obok tego tekstu z obojętnością. Prawda, dzisiaj pewnie, ze względu na poprawność polityczną ale i zasadność, Erma napisała by o rodzicu, nie o matce. Ale dla głównej myśli płynącej z tego tekstu nie ma to znaczenia.

Rodzice chorych dzieci. Podziwiam Was za to wszystko, czego jesteście świadkami. Za gruboskórność którą musicie nabyć, żeby móc patrzeć na cierpienie swojego dziecka. I za to, że niestrudzenie szukacie możliwości, żeby poprawiła się jeszcze bardziej jakość waszego wspólnego życia. Nie przestawajcie.